Chrysler 300 w “unikalnej” specyfikacji

Coś ewidentnie poszło nie tak. Mówiąc to, a w zasadzie pisząc, myślę o zapracowanej fabryce Chryslera gdzieś w kanadyjskim Ontario, z której wyszedł kwiatek tak barwny, że miałby szansę przyćmić zapowiadane dopłaty i wsparcie finansowe do samochodów elektrycznych w Polsce. Szczęście naszego kraju polega jednak na tym, że o niepokrytych obietnicach nie dyskutuje reszta Bożego świata – musimy to przełknąć sami, a o karygodnym błędzie w kanadyjskim zakładzie i owszem…

Faux pas z Chryslerem 300
Niesłusznie oberwałem

Zawsze uważałem europejskiego krewnego Chryslera 300 – Lancię Thema – za całkiem dystyngowaną propozycję, która jednak miała sporo amerykańskiego klimatu w sobie. Nie zmieniłem swojej opinii, a niniejszy wpis jest oczywistym dowodem ludzkiej niedoskonałości. Pozwólcie, że wyjaśnię jedną kwestię: Chryslera 300 można zamówić w Stanach Zjednoczonych, dopłacając oczywiście 1 500 dolarów, z pakietem chromowanym, czyli taki Chrysler powinien się bardziej świecić. Jest również druga strona medalu, czyli możliwość zamówienia pakietu czerni, który zadziała chyba w oczywisty dla każdego sposób. Gdzieś jednak automatyzacja fabryki musiała zaszwankować, ponieważ cudowny Chrysler 300 w głębokim fiolecie, otrzymał jeden i drugi pakiet naraz. To znaczy nie do końca – obramówki szyb są generalnie chromowane, z wyjątkiem przednich drzwi pasażera, które otrzymały już ciemne wykończenie. Na domiar złego przednie reflektory się nie zgadzają: lewy jest normalny, zaś prawy z pakietem czerni. W sumie Chrysler wygląda, jakby solidnie zarobił w oko, ale żarty na bok: gdzie się podziała kontrola jakości?

Wiecie, co jest najbardziej przykre w tej krótkiej historii? Nie, że zepsuto gustowną specyfikację „trzysetki”. Nie, że kontrola jakości przyznała sobie dzień urlopu i nie, że dealer z Florydy próbował takiego Chryslera sprzedać (przecież nawet dziesięciolatek by się zorientował, że coś w tym samochodzie do siebie nie pasuje). Najgorszy jest fakt, że na podstawie relacji zagranicznego portalu motoryzacyjnego „Carscoops”, który wystosował oficjalne pytanie w tej sprawie, całą kwestię usiłowano zamieść pod dywan wstydu. Aktualnie „kanadyjski błąd” jest wyjaśniany i nie wiadomo, co się wydarzy z trefnym egzemplarzem limuzyny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *